Kalendarz wystaw

Ładowanie kalendarza
Zenon Harasym - Powrót do przeszłości. Fotografie z lat 1960-1980 - album fotografii - Oficyna Wydawnicza Kulawiak 2026

Album Zenona Harasyma "Powrót do przeszłości" zawiera wybór fotografii, wykonanych w latach 1960-1980, podczas licznych podróży fotografa po Polsce, Czechosłowacji, NRD oraz ZSRR które są ilustracją relacji międzyludzkich, prezentacją różnych zbiorowości i uwarunkowań tego okresu. Album został wydany w 2026 roku, przez Oficynę Wydawniczą Kulawiak.

W świecie równoległym szło się na studia, na przykład Wydział Elektryczny Politechniki Wrocławskiej i asystenturę w Katedrze Metrologii, doktorat. Była praca. Człowiek trzymał się zasad, podczas pomiarów używał wzorców, obliczał napięcia, sprawdzał z rysunkiem technicznym. Pamiętał: zawsze mieć przy sobie suwmiarkę. W domu żona, córka, tort urodzinowy. Wystarczyło wyjść z aparatem kilka przecznic dalej za ulicę Norwida i budynek Politechniki, gdzie ludzie, bieda, pęd życia spotykały się na nieobliczalnych zasadach. Ruiny przesłaniały widok wyjałowionego kościoła św. Marii Magdaleny. Ulicami pełzało antyczne gruzowisko o różnych formach wypalania i burzenia. Domy ze ścianami otwartymi na wszystkie strony świata. Architektoniczna róża wiatrów. Człowiek z aparatem po jednym brzegu Odry i drugim jednocześnie, w czasie umierającego Breslau i rodzącego się Wrocławia, jak zbity pies.
Nigdy potem nie było tu tak dużo bezpaństwia.

Chociaż starannie ogolony i w garniturze pod wytartym płaszczem, ludzie patrzyli na siebie jak na kundli. Zjeżdżali z centralnej Polski, Wilna, Lwowa, okolicznych miejscowości. Potem patrzyło się na swoje domy przez granicę z Litwą, Białorusią, Ukrainą, zlewającymi się na mapie w akronim ZSRR. We Wrocławiu po wojnie cała ludność była wymieniona z niemieckiej na polską. W latach sześćdziesiątych węszyło się otoczenie starając znaleźć w nim własny kąt. Aparat to był taki pies oswojony. Zawsze rejestrował inaczej. Przybłęda, który ogonem pokazywał nam trasy. Po dojściu do wesołego miasteczka szło się za człowiekiem w masce psa i fotografowało to, co mógł zobaczyć, ufając, że jest świat nieopisany, którego się nie zna i z tego powodu, nie mogło go dostrzec.

Robiło się zdjęcia mając tę ufność wobec wycinka krajobrazu wypełnionego drobinkami powojennego pyłu. Jeden obok drugiego. Streszczających świat do miniaturowych okienek negatywów wielkości znaczków. Chowało się je w klaserach. Klasery w szufladach. Chowało się biedę i godność, zamykało w meblościance funkcjonalnej, posiadającej półki na książki, barek, rozkładaną na sprężynach kanapę. Alkoholi zawsze było mało, nawet po obronach dyplomowych, gdy studenci z wdzięczności przynosili węgierskie tokaje, owocowe nalewki, lepkie wina. Barki zamieniało się na otwierane biurka z możliwością ich zamknięcia i ukrycia. W szufladach klasery z ludzkimi twarzami przykrytymi kurzem, rzeczami pod bibułą, przedmiotami i ubraniami. W aparacie rysował się kształt rzeczy zastanych i nabytych, rysowały się drogi, którymi człowiek zbliżał się do gruzowiska.

Chodziło się do ZPAF-u, do Galerii Foto-Medium-Art, gdzie artyści od nowa wymyślali zdjęcia. Nadawano nowy bieg fotografii, stającej się tematem dla samej siebie. Obraz i myśl ujawniały się jako nierozerwalne. Ekspresja ulic zdawała się nie posiadać spójnej intencji, nie było czego kontemplować. Głowa indyka na wysokości portmonetki, parking bez samochodów, młode zakonnice i Syrena. W dolnej szufladzie salonu ulica piętrzyła się i rosła, cicho i brutalnie. Wypłynęła po dekadach. Państwowa Szkoła Muzyczna ogłasza wpisy na rok szkolny 1969/70 do klasy pierwszej uzdolnione muzycznie dzieci w wieku lat 7 na lekcje fortepianu i skrzypiec w terminie od 1 lutego do 31 maja 1969 r. Po ulicach jeździły Syreny, na wysokich betonowych słupach ogłoszeniowych reklamowano Auto Casco, dzieci ubrane podobnie jak dorośli bawiły się z domowymi zwierzętami, spacerującymi po ulicach.

Spało się na siedząco i stojąco, obwoziło wózkiem mleko w kankach. Trochę sera. Paliło się pety i pisało kredą po murach. Dolnośląskie Zakłady Gastronomiczne oferowały pożywienie z ruchomych stoisk. Mężczyźni zamieniali płaszcze na białe fartuchy, jaśniały im kapelusze. Czasami pozwalano prowadzić interesy dzieciom, które zamiast bawić się z kaczkami przed domem w gruzach, na śmietniku, stały na ulicy i liczyły monety otrzymywane w zamian za szklankę wody z sokiem, owoce, lody. Sklep był wielką skrzynią na rowerowych kołach. Można było wozić się nim po różnych stronach miasta. Do zakładu usług dla ludności potrzebna była siła. Na zapleczach magazynów mężczyźni rąbali połacie mięsa, dźwigali gruz, rury, wszystkie te wnętrzności domów, przy których noszenie na plecach ziemniaków w workach było organiczną przyjemnością. Samochody uruchamiali na korbę i kręcili nią do skutku. Po robocie oczyszczający dym papierosa. Życzymy dobrej zabawy. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Komitet Miejski w Dukli. Tu, nieopodal kupowało się ogórki na kiszonki i stało się pod Komitetem. Na wesołym miasteczku faceci w melonikach, wyrostki w gajerkach, czasami bomberkach, z brzuchami i na płasko, pałkami i radiem. Styl oficjalny przeplatany stylem łachmaniarzy, którzy dopiero potem zaczęli być projektowani. Dziewczyny na krótko, na długo, faceci z łysiną pod beretem, starcy i dzieci, mundurowi i tajniacy, ci zwaliści, a ci szczupli, dźwigający i śmiejący się. Karuzela z drewnianymi taboretami na łańcuchach. Maszyna dla młodzieży. Zbyt niebezpieczna dla dzieci i wybujała dla wapniaków pozwalała pokazać kto jest kim. Najważniejsze było to, żeby się śmiać i nie porzygać. Trzech żołnierzy w trójkącie, polscy i sowiecki, twarze nieco różne. Mundury bez emblematów potęgowały ich podobieństwo. Choć stali blisko, żaden nie patrzył drugiemu w oczy. Rozpościerając ramiona, mogli tańczyć w objęciach. Gabinet śmiechu, kasa: są usta malowane, w łódkę, w kształcie wiaduktu kolejowego.

Usta przerażenia (Berlin heute). Fju, fju, lizanko, no, no, no, usta starej rewolucjonistki, usta Lenina, usta z palcem w nosie. Usta za mgłą, kiedy się dojedzie, co tu panie, się chce? Usta na bezczela, mamy cię. Usta bezzębnej samotności, zwątpienia lub a może by tak? Usta w stylu sp…aj i ojciec ma zawsze rację. Było się wielkim, nikt mu nie podskoczył. Usta zasłonięte, krzyczące przez oczy, usta będzie dobrze, usta niepewności.
Jeździło się do Pragi, woziło węgiel i piasek znad morza. Przyglądało się ludziom pod kątem podobieństw, stawiało obok własne dzieci i rodziców. Razem lądowały budynki polskie i czechosłowackie, a także polska wieś i ich, całe miasta: Wrocław i Praga. Porównywało się ruchome schody, wyposażenie sklepów, ubrania i to, o czym ludzie mówią pijąc piwo. Życie. Zastanawiano się czy dekadę po wjechaniu naszych czołgów do Pragi można mówić o rodzinie, takiej człowieczej?  Szukać to. Szukać w lustrze aparatu. Z drugiej strony Zgorzelec i Berlin oglądane z dystansu przez barierki, płoty, ulicę, jakby bało się podejść do drugiego człowieka, nie nadepnąć na cień. Na plakatach w języku niemieckim: Chwała i cześć bohaterom Armii Radzieckiej. Z drugiej strony podzielonego miasta, za przejściem granicznym Checkpoint Charlie, tylko nieliczni mogli wejść do sektora amerykańskiego, gdzie wysoko na murze wspominali antysowieckie powstanie, 17 czerwca 1953 – Jeden naród, bez granic. Spomiędzy podzielonych Niemiec wychodzili żołnierze. Za plecami, za płotem budowali nowy Berlin. Gruzja, Uzbekistan, dawne republiki Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W Tibilisi na pochodach dwa rodzaje strojów. Międzynarodowy zestaw szarych garniturów, garsonek upstrzonych medalami zasług na rzecz Sowietów i uroczyste stroje regionalne. Damskie nakrycia głowy pod postaciami diademów i welonów. Suknie utkane geometrycznymi wzorami przypominającymi istnienie uniwersalnego kanonu sztuki, matematyki, człowieka. Ludyczna odświętność ukrywała gotowość militarną. Garsonki i mundury w każdej chwili mogły stać się narzędziem wojskowego statusu. Kaukaskie chokhy chętnie noszone przez chłopców i mężczyzn, zdobione gazyrnicami, pasami kieszonek na naboje. Przyczepione do boków kindżały przypominały czasy, w których broń i honor zlewały się w kształt wojny. Poza linią pochodów i dekoracji dzwoniło się z budek telefonicznych, jeździło taksówkami, na motorach czechosłowackiej produkcji. Było w soczewkach tajniaków. Na ulicy, w teatrze, kinie. Dziś u nas: brak repertuaru. W międzynarodowym oknie satyry politycznej plakaty krytykujące wrogów ludu. Bez miejsca na krytykę systemu, w którym się tkwiło. Stawiając opór zawsze było się słabym. Tablica na murze. Jakby ważniejsza od murów i ścian, które ją utrzymywały. Elewacja z reliefem przypominającym labirynt. Tutaj nikt nikogo nie poskromił. Napis na tabliczce w języku gruzińskim i rosyjskim: Tutaj, w byłym seminarium duchownym, od 1 września 1894 do 29 maja 1899, mieszkał i studiował I.B. Stalin . Wtedy jeszcze pod nazwiskiem Dżugaszwili. Mężczyźni w turbanach i pasiastych chałatach. Salony damskie. Ludzie wielowiekowo pisani przez naturalny pejzaż, zachowywali zwyczajne pozy, kucali przy krawężnikach, pili na ulicach herbatę, rozmawiali, uśmiechali się. Tam, gdzie przed chwilą przechodziła kura, jechał motor, gdzie indziej za osłem z furmanką stał autobus. Socjalistyczna nowoczesność dosięgała ludzi gór, my, przyjezdni, byliśmy jej częścią.

We Wrocławiu 1980 transparenty: wspólnym wysiłkiem realizujemy uchwały VIII zjazdu PZPR. Na ulicach wołało się o wolność dla więźniów politycznych. Podstawą praw… Aresztowanych… Więcej zaufania dla studentów… W oknach środków lokomocji zostawiało kartki pisane flamastrami. Tramwaj nr 23, Protestujemy przeciw zmianom w statucie narzuconym przez sąd. Popieramy Wybrzeże. Msza święta… Witryny sklepów z odręcznymi pismami: Nie dajmy się oszukiwać. Czas się starych zwyczajów wyzbywać. Plakat na murze: Gdańska Milicja zapowiada strajk solidarnościowy. Sygnatury: NSZZ 'S', MO, SZSP. NZS. PWr. Chodziło się pod strajkujące zakłady pracy. Patrzyło na ogrodzenia wokół zabarykadowanych budynków i baraków. Unitra Dolam, polskie zrzeszenie producentów elektroniki: Popieramy słuszne żądania robotników Wybrzeża . Flagi państwowe i związkowe. Na betonowych słupach ogłoszeniowych plakaty Solidarności. Wieszało się je w nocy wysoko za pomocą drabin, kijów i szczotek z klejem. To była potęga. Międzyzakładowy komitet strajkowy we Wrocławiu 21xTak.

Miało się już aparaty w telefonach, wielu kolegów zmarło, było się emerytem, porządkowało tu i tam. Wyjmowało się z szaf i szuflad zdjęcia i myślało o nich inaczej. Analizowało się to, czego nie było świadomym wcześniej. Jak można było tego nie przewidywać. Nie widzieć tego, co czaiło się w narożnikach zdjęć, na krawędziach i dalej za kadrem, na kolejnych planach, między zdjęciami, co działo się w detalach, kącikach ust. Bezpańskie psy prowadzące nas po ulicach miast poznikały. Współczesne psy chodzące na smyczach za swoimi właścicielami, czasami ubrane w odblaskowe skafandry i świecące obroże, węszące w sobie dawne drogi i klepiska.

Michał Jakubowicz

Powrót do przeszłości. Fotografie z lat 1960-1980

  • Fotografie: Zenon Harasym
  • Wstęp: Michał Jakubowicz
  • Projekt graficzny: Zenon Harasym
  • Redakcja i korekta: Iwona Gawryś
  • Skład: Krzysztof Chodorowski
  • Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Kulawiak
  • ISBN: 978-83-64098-14-7
  • Rok wydania: 2026
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 227
  • Wymiary: 240x220mm
  • Język: polski
  • Wydanie: pierwsze

Zenon Harasym - ukończył Politechnikę Wrocławską w 1964 roku, w 1976 doktoryzował się w Instytucie Metrologii Elektrycznej Politechniki Wrocławskiej. Od 1978 roku jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Historii Fotografii w Krakowie, Muzeum Sportu w Warszawie. Liptowskiego Muzeum w Rużomberku (Słowacja), Zeiler Photo und Film Museum w Zeil a. M. (Niemcy). Autor ponad 65 wystaw indywidualnych, oraz 325 zbiorowych w kraju i za granicą, uzyskując liczne nagrody. W 2009 roku został odznaczony przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką "Zasłużony dla Kultury Polskiej" a w roku 2017 Honorową Złotą Odznaką "Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego". Od ponad 40 lat zajmuje się kolekcjonowaniem starych fotografii. Jest członkiem Stowarzyszenia Historyków Fotografii oraz autorem i współautorem książek o historii fotografii i poradników dla kolekcjonerów starych fotografii.

Komentarze

Sorry, this website uses features that your browser doesn't support. Upgrade to a newer version of Firefox, Chrome, Safari, or Edge and you'll be all set.