Zaloguj Zarejestruj

Zaloguj

 
Mokrzycka Janina (1911 - 2006) – córka słynnego fotografa Henryka Schabenbecka i Heleny z Panczakiewiczów. Podstaw fotografii uczyła się obserwując zarówno eksperymenty ojca jak i codzienną pracę matki, kierującej zakopiańskim atelier fotograficznym. W latach 1932-1935 studiowała w wiedeńskim Instytucie Grafiki u profesora Rudolfa Koppitza. Poznała tam między innymi Edwarda Hartwiga. Po powrocie do Polski zamieszkała w Katowicach, gdzie wraz z pierwszym mężem, grafikiem Józefem Mroszczakiem, prowadziła od 1936 roku studio fotograficzno-reklamowe. Wojnę spędziła w Nowym Targu, kierując filią zakopiańskiego warsztatu fotograficznego „Stefa”. Pod koniec lat czterdziestych, razem z drugim mężem, Lechem Mokrzyckim, zamieszkała w Warszawie na ulicy Kruczej. Mokrzycki zaangażował się w wydawanie czasopisma „Projekt”, a artystka prowadziła fotograficzne atelier, została też czynną członkinią ZPAF.
 
W latach 1956-1958 kierowała Zarządem Głównym ZPAF. Pozostaje jedyną kobietą w historii organizacji stojącą na jej czele. W 1957 roku, w galerii Kordegarda miała miejsce jedyna w Polsce indywidualna wystawa Mokrzyckiej. Artystka prezentowała między innymi akty i kwiaty, które obecnie, pięćdziesiąt lat później, możemy oglądać na wystawie w IS PAN. Mokrzycka fotografowała głównie aparatem firmy Leica, uważając go za najlepiej „dostosowany do jej usposobienia”, wybierała akt i portret ponad inne tematy. Za swoje zdjęcia zdobywała międzynarodowe nagrody (m. in. w Kolonii) i uznanie w kraju.
 
W 1958 roku, będąc u szczytu kariery, fotografka zdecydowała się na wyjazd z Polski i zamieszkanie w Kanadzie, w Toronto. Przez wiele lat prowadziła tam dobrze prosperujące atelier, kierowała też kursami fotograficznymi dla Polonii. W Toronto miała dwie wystawy indywidualne – Women of Toronto (1961) oraz The face of the dancer (1964). Pod koniec życia skupiła się przede wszystkim na malarstwie akwarelowym. Zmarła w Toronto w 2006 roku. Lech Mokrzycki przekazał część archiwum rodzinnego  Instytutowi Sztuki PAN.
 

 
W górę